Znasz to uczucie, gdy wracasz po całym dniu i marzysz tylko o tym, żeby rzucić się na coś miękkiego i odciąć od świata? U mnie w kawalerce o powierzchni 32 metrów kwadratowych każdy centymetr był na wagę złota, a strefa relaksu w domu wydawała się luksusem, na który nie mam miejsca. Długo myślałam, że odpoczynek musi oznaczać osobny pokój, fotel z podnóżkiem i stolik kawowy. Prawda okazała się prostsza: wystarczy sprytnie zagospodarować kąt, który przez resztę dnia pełni inną funkcję. Zaczęłam od wymierzenia wolnej ściany w salonie, tuż przy oknie, i postanowiłam, że powstanie tam strefa relaksu w domu, która będzie służyć zarówno do czytania, jak i drzemki. Nie potrzebowałam wielkich metrów, tylko konkretnych rozwiązań.

Pierwszym wyzwaniem był wybór siedziska. Nie chciałam klasycznego fotela, bo zabierał za dużo miejsca, a goście na noc to u mnie standard. Padło na kanapę z funkcją spania. Znalazłam model z tapicerką welurową w kolorze musztardowym – brzmi odważnie, ale welur ma tę zaletę, że jest przyjemny w dotyku i nie pokazuje kurzu. Mechanizm DL, który wybrałam, okazał się strzałem w dziesiątkę: rozkłada się jednym ruchem, nie trzeba przekładać poduszek, a materac ma 12 cm grubości. Dla kogoś, kto waży 70 kg, to wystarczający komfort, choć gdy spała u mnie mama, narzekała, że wolałaby grubsze wypełnienie. Z czasem wymieniłam wypełnienie na materac piankowy o wysokości 16 cm na stelazu listwowym – różnica w podparciu kręgosłupa jest ogromna.

image.php?image=b1undersidegun001

Mając już kanapę z funkcją spania, musiałam pomyśleć o przechowywaniu. W mojej strefie relaksu w domu nie ma szafy, a pościel, koce i zapasowe poduszki muszą gdzieś być. Rozwiązaniem okazało się łóżko z pojemnikiem na pościel, ale ja postawiłam na wersalkę z podobnym mechanizmem. Wersalka ma szufladę wysuwaną z przodu, która pomieści dwa komplety pościeli, koc i trzy poduszki dekoracyjne. To ogromna ulga, bo wcześniej trzymałam wszystko w walizce pod łóżkiem, a dostęp do rzeczy przypominał grę w tetrisa. Teraz, gdy ktoś dzwoni z informacją, że wpadnie na noc, wystarczy wyciągnąć pościel i w minutę zamieniam strefę relaksu w sypialnię.

Kluczowym elementem okazało się oświetlenie. Nie chciałam ostrego blasku z góry, który kojarzy mi się z biurem. Zamontowałam kinkiet z regulowanym ramieniem nad kanapą, żeby móc czytać bez męczenia wzroku, a obok postawiłam lampkę podłogową z ciepłą żarówką LED o barwie 2700K. Światło tworzy nastrój, ale ma też praktyczną stronę: gdy wieczorem oglądam serial, mogę przyciemnić główne światło i się na ekranie. Dodatkowo na parapecie postawiłam świecę sojową o zapachu cedru – zapach działa na mnie uspokajająco, choć przy małym metrażu trzeba uważać, bo intensywny aromat potrafi być przytłaczający.

Nie zapominaj o tekściach. Na podłodze położyłam dywan z długim włosiem o wymiarach 120 na 170 centymetrów, który wyznacza granice strefy relaksu w domu. Dzięki temu nawet gdy kanapa jest rozłożona, czuję, że to osobna przestrzeń. Na dywanie postawiłam dwa pufy – jeden z funkcją schowka na gry planszowe, drugi jako podnóżek. Pufy są lekkie, więc gdy przychodzą goście, przesuwam je pod stół, żeby zrobić miejsce. Przy okazji odkryłam, że puf z weluru świetnie kontrastuje z kanapą w innym odcieniu – u mnie jest granatowy i tworzy spójną kolorystycznie całość.

image.php?image=b1w001

Praktyka nauczyła mnie, że strefa relaksu w domu to nie tylko meble. To także detale, które sprawiają, że chce się tam zostać dłużej. Na półce nad kanapą mam kilka książek, mały głośnik Bluetooth i ramkę ze zdjęciem. Unikam przesytu – trzy elementy w zupełności wystarczą, bo zbyt wiele dekoracji rozprasza. Zauważyłam, że gdy na półce stało dziesięć figurek i kwiatek doniczkowy, czułam się nieswojo, jakbym siedziała w sklepie. Teraz, gdy jest minimalistycznie, odpoczynek przychodzi naturalnie. Nawet kot, który wcześniej ignorował to miejsce, teraz regularnie drzemie na poduszce.

Ostatnia kwestia to praktyczne triki, które ułatwiają życie przy małym metrażu. W strefie relaksu w domu zamontowałam haczyki na ścianie na kurtki i torbę – to oszczędza miejsce w przedpokoju. Pod kanapą trzymam dwa płaskie pojemniki na buty zimowe, a na parapecie stoją doniczki z sukulentami, które nie wymagają częstego podlewania. Dzięki temu nawet w deszczowy dzień, gdy nie chce mi się wychodzić, mam wszystko pod ręką. Strefa relaksu w domu stała się sercem mieszkania, miejscem, gdzie piję poranną kawę, pracuję na laptopie i oglądam filmy. Nie potrzebowałam wielkiej przestrzeni, tylko odrobiny planowania i odwagi, by postawić na funkcjonalne meble, które służą na co dzień.

If you enjoyed this information and you would certainly like to receive more info concerning po prostu kliknij następującą stronę kindly visit our own web-site.

About Author

Leave a Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *